Kategorie: Wszystkie | SCD | Wells | rozne | turystyka
RSS
czwartek, 22 maja 2008
Poprzedni Bank Holiday spedzilismy na wschodzie. Z Londynem jako baza wypadowa. Zwiedzilismy wreszcie zamek w Dover, poza tym zamek w Deal i w Rochester, widzielismy opactwo i katedre w Canterbury, katedry w Rochester i Winchester (ale tylko z zewnatrz). Zdjecia sa, ale nie ma Corela, wiec nie wkleje na razie nic.

A jutro, korzystajac z kolejnych ferii w szkole, jedziemy ogladac kwitnaca lawende w Prowansji!!!
22:12, witch.abroad , turystyka
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 08 października 2007
prehistorycznie
Brak czasu to okropna sprawa. Zaleglosci wpisowe robia sie okropne!
Tydzien temu zabralismy mojego Pape na wycieczke po roznych dziwnych miejscach w Wiltshire. Najpierw pojechalismy w okolice Avebury - widzielsmy grobowiec komorowy (wielokomorowy ;) ) West Kennet Long Barrow

i Silbury Hill, najwyzszy prehistoryczny kopiec usypany reka ludzka (obecnie prowadzone sa w nim prace badawcze, stad kontenery obok...)

Po drodze do Long Barrow rosnie stary dab:

a na jego galazkach wisza ofiary - takie jak w dawnych czasach zostawiano duchom i bogom (zwyczaj ten mozna zaobserwowac rowniez w Glastonbury na krzewach obok Studni Kielicha i na Swietym Glogu na Weary Hill)

Potem podjechalismy do samego Avebury, po raz kolejny przespacerowac sie po najwiekszym na Wyspach Brytyjskich kamiennym kregu
The image “http://hyperstition.abstractdynamics.org/archives/postcard-avebury.jpg” cannot be displayed, because it contains errors.
(tak, tak Stonehedge jest naprawde niewielkie w porownaniu z Avebury, jest za to najbardziej znane i chyba najlepiej zachowane). Pozostalosci kregu, a w zasadzie kilku koncentrycznych kregow, sa imponujace. Czesc megalitow w zamierzchlych czasach posluzyla miejscowym za material budowlany, ale to, co zostalo, nadal robi wrazenie! Fotka powyzej pochodzi stad.
A te dwie juz sa moje:


Kat probowala zaprzyjaznic sie z owcami, ale zwierzatka nie wykazywaly checi do wspolpracy ;)
Z Avebury pojechalismy do Oxfordshire zobaczyc slynnego Bialego Konia z Uffington. Probowalismy obejrzec go z roznych stron, ale tak naprawde wydrapany w zboczu wzgorza wizerunek widoczny jest chyba tylko z powietrza... Nad Koniem znajduje sie grodzisko z epoki zelaza - Uffington Castle.
W okolicy jest rowniez inny zabytek megalityczny - Kuznia Waylanda. Niestety nie da sie w bezposrednie sasiedztwo dojechac autem, a moja rodzina odmowila kolejnego kilkukilometrowego spacerku, zupelnie nie wiem czemu ;)...
20:03, witch.abroad , turystyka
Link Komentarze (2) »
niedziela, 16 września 2007
Francja
Zgodnie z niedawna obietnica - kilka fotek z wakacji we Francji. Spedzilismy tydzien w St-Maries de la Mer, Camarque, Prowansja.
Prowincja slynie z czarnych, dlugorogich bykow do corridy

i z konnych przejazdzek (po drodze do naszej miejscowosci stajnie taka jak te byly co 500 metrow)


Na bagnach mieszkaja prawdziwe flamingi


Rosnie tez ryz, ale nie bylismy obok zadnej plantacji...

Po niezbyt udanym lecie takie temperatury bardzo nas cieszyly

nic dziwnego, ze w takich warunkach rosna figi

rosna tez oliwki, ale nie mam zdjecia...

Duzo czasu spedzalismy nad morzem - tu widok na St-Marie de la Mer, miliony turystow mimo konca sezonu...
Troche tez zwiedzalismy:

bylismy na Ponte de Garde




I w Avignon tez.
Bylismy jeszcze w Nimes i w Arles ale zdjecia zupelnie nieczytelne wyszly...
No i to tyle, wrocilismy do Anglii zmeczeni, spaleni sloncem naladowani witamina D. A w pracy takie urwanie glowy, ze juz nie pamietam, ze urlop mialam...

20:50, witch.abroad , turystyka
Link Dodaj komentarz »
piątek, 24 sierpnia 2007
Zwariowany weekend w Kornwalii
W przedostatni weekend, jeszcze za pobytu mojej siostry, wybralismy sie na blyskawiczny objazd Kornwalii. Na pierwszy ogien poszedl Tintagel, miejsce poczecia i narodzin krola Artura:

Sliczna zatoczka u podnoza zamku. Niestety zabraklo czasu, zeby choc na chwile zejsc na plaze.

Urwiste, niegoscinne wybrzeze Kornwalii...

Zamek musial byc rzeczywiscie nie do zdobycia. Nic dziwnego, ze Uther Pendragon musial uciec sie do podstepu, by dostac sie do Igraine.

Nie do zdobycia musiala byc zwlaszcza ta czesc twierdzy, otoczony morzem polwysep, polaczony ze stalym ladem najezonymi skalamy waskim przejsciem, wejscie do zamku wylacznie przez zwodzony most (teraz turysci mozolnie wspinaja sie po stromych schodach)

Grota Merlina. Na wejscie do niej zabraklo nam niestety czasu...

A oto wlasnie schody do zamku.

Z Tintagelu pojechalismy do - a jakze - Muzeum Czarownic w pobliskim Boscastle. Fascynujaca ekspozycja prezentujaca historie czarownictwa i rozne jej aspekty, magia biala, czasna i zielona, jasnowidzenie, magia ochronna a nawet satanizm. Rzecz szalenie ciekawa, jak ktos sie interesuje tematem.


Truro - w sumie wpadlismy tam na moment, zeby zobaczyc (i 'odhaczyc') kolejna angielska katedre. Ta w Truro jest prawie wspolczesna, wiec na pewno nie wpisze jej na liste moich ulubionych ;). I niespodzianka - trafilismy na wieczorne nabozenstwo spiewane przez chor katedralny z naszej katedry w Wells!!!

Z Truro pojechalismy prosto do Penzance, gdzie mielismy zaklepany nocleg. No moze nie tak calkiem prosto, bo po drodze popatrzylismy na St Michael's Mount, gdzie planowalismy wybrac sie dnia nastepnego. Zostawilismy rzeczy w bardzo sympatycznym B&B (tutaj, trudno, niech bedzie kryptoreklama, warto!) i poszlismy 'na miasto' - przy czym dodam, ze bylo to pierwsze wspolne, wieczorne wyjscie do pubu (moje i mojego malego zonka) odkad mieszkamy w Anglii. Pozdrowienia dla pani z nocnego baru z frytkami!

Nam przypadl pokoj z lazienka, dziewczyny za to mialy kota ;)

Nasz B&B bardzo zacny, rano dostalismy ogromne angielskie sniadanie (wersja wegetarianska tez byla!) a wlascicielka pozyczyla nam swoje karty czlonkowskie do NT dzieki czemu wydalismy polowe mniej na bilety do St Michael's Mount.
Lat temu kilka bylismy na francuskiej Mount St Michel, angielska wersja wyspy jest jednak calkowicie inna:

Przyplyw

Odplyw

Francuska wyspa jest calkowicie zabudowana, angielska wrecz przeciwnie, wieksza czesc jej powierzchni zajmuja krajobrazowe ogrody. Swietnie widac je z tarasow zamku

Na koniec nie moglam odmowic sobie spaceru po plazy


Potem szybki przejazd przez Penzance (glownie w celu oddania kart NT) i wyprawa na Land's End


Skaliste wysepki z latarnia morska. Na horyzoncie widac jeszcze Isles of Scilly, niestety na zdjeciu nie wyszly...

Klify.

Wrzosowiska i sliczne pomaranczowe kwiaty, ktore widzialam tylko w Kornwalii.

Wrzosowiska raz jeszcze. Zapach wrzosow i macierzanki w upale jest nie do opisania!!!

Szkoda tylko, ze tak piekne miejsce zeszpecono kompleksem do obslugi turystow... Moglo by sie obejsc bez tych zabudowan...

Z Land's End musielismy z zalem jechac do domu, i ja i Wlo w poniedzialek musielismy isc do pracy, a Kornwalia jest jednak kawalek od naszego Somerset... Ale zdecydowalismy sie na jazde wzdluz wybrzeza, szalenie malownicza droga B3306, az do Newquay. Mialam nadzieje, ze uda nam sie zobaczyc jeszcze slynny menhir Men-an-Tol

ale niestety nie zjechalismy w odpowiednim miejscu i kornwalijskie megality musimy zostawic na nastepny raz...
Dodam tylko, ze nie sprobowalam slynnych cornish pastry (tu pozdrowienia dla chlopcow z Land's End, niestety nie mieli wersji wegetarianskiej), mam nadzieje, ze uda mi sie przy nastepnej okazji!

10:01, witch.abroad , turystyka
Link Komentarze (2) »
środa, 25 lipca 2007
Dartmouth
Jakis czas temu wymienilismy vouchery z tesco na roczne czlonkowstwo w English Heritage. Ale tak sie zlozylo, ze dopiero w ostatnia niedziele udalo nam sie pojechac po raz pierwszy na wycieczke do jednego z obiektow nalezacych do EH.
Wybralismy zamek w Dartmouth, znajdujacy sie, jak sama nazwa wskazuje, przy ujsciu rzeki Dart. Pierwsze fortyfikacje w tym miejscu zostaly zbudowane w XIV wieku, potem kolejne umocnienia - w tym - podstawy pod armaty - dodal Henryk VIII. Kolejne elementy powstawaly pod koniec XIX wieku i w czasie II wojny swiatowej. Zamek nigdy nie zostal zaatakowany, zachowal sie w bardzo dobrym stanie. Twierdza jest niewielka, ale bardzo malowniczo polozona. Na drugim brzegu rzeki - blizniacza forteca:

W dawnych czasach obie twierdze byly polaczone lancuchem, w razie ataku z morza lancuch sie podnosilo, co pozwalalo na zatrzymanie wrogich okretow i niedpopuszczenie ich w glab ujscia rzeki - do miasta.

Akurat w trakcie naszych odwiedzin odbywal sie pokaz strzelania z duzego dziala, trwajacy okolo 15 minut. 6 wolontariuszy dosc szczegolowo odtwarzalo procedure corocznego sprawdzania dziala, zakonczona wystrzeleniem pocisku. Dzieciaki byly zachwycone!

Potem jeszcze na chwilke zeszlismy nad morze - tuz obok zamku jest malenka zatoczka, gdzie mozna pobrodzic w morskiej wodzie i niestety trzeba bylo wracac...

A tu widok z dolnego zamku na umocnienia artyleryjskie:


Dartmouth znajduje sie na angielskiej Rivierze, byc moze dzieki temu dopisala nam pogoda, moze nie bylo upalu, ale za to swiecilo piekne slonce. Dobrze, bo Wells powitalo nas tradycyjna juz mzawka...

00:36, witch.abroad , turystyka
Link Komentarze (1) »
czwartek, 28 czerwca 2007
ogrod biskupa

Najladniejsze miejsce do spedzania wolnego czasu w Wells. Cisza, spokoj, woda... Wykupilam sezonowy bilet, zaluje tylko, ze nie zrobilam tego zaraz po otwarciu sezonu, tylko zwlekalam do polowy maja. No i niestety pogoda nienajlepsza do cieszenia sie przyroda ostatnimi czasy (choc przyroda pewnie sie cieszy z deszczu, ale co za duzo to niezdrowo!)

11:25, witch.abroad , turystyka
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 20 lutego 2007
na Polnoc od Somerset
Tym razem w niedziele uprawialismy ulubiony przez mojego malego zonka rodzaj turystyki - bez wysiadania z autka. Juz nowym autem (tez volvo, ten sam rocznik co nasze poprzednie, ale model S80 a nie V70, no i kierownica po "WLASCIWEJ" stronie), tak, zeby przetestowac troszke ;)
Wybralismy sie na przejazdzke do Gloucestershire, w okolice Cotswold Hills. Slicznie tam musi byc jak pogoda lepsza, bo niestety bylo pochmurno, nie padalo co prawda, ale slonka nie bylo widac.
Najpierw pojechalismy do Cirencester, jednego z najstarszych miast w Anglii. Wlo odmowil zatrzymania sie w celu odbycia spaceru, tlumaczac sie bolem nogi i nawet moje jeki zachwytu na widok tamtejszego kosciola go nieprzekonaly do zmiany zdania. Potem chcielismy znalezc rzymski amfiteatr, ktory znajduje sie na przedmiesciach, ale znaki na zabytek sa tylko przy zjezdzie z glownej drogi, potem znikaja, wiec odlozylismy to na kiedy indziej.
Ostatnim punktem programu bylo miasteczko Malmesbury, z ruinami normanskiego opactwa, tam zrobilismy krotka przerwe, jako, ze dzieci zazadaly klozetu. Obejrzelismy tez opactwo, okazuje sie, ze w zachowanej czesci funkcjonuje kosciol. Akurat trwalo nabozenstwo, wiec zwiedzanie bardziej dokladne niz wejsc-wyjsc tez odlozylismy na cieplejsze dni...
Tym razem obylo sie bez atrakcji w postaci rzucania pawiem, oba potwory zostaly potraktowane rozowa tabletka i poskutkowalo!
14:28, witch.abroad , turystyka
Link Dodaj komentarz »
środa, 14 lutego 2007
Dorset
W sobote rano bylismy w Dorsecie, ogladac auto, ktore chcemy kupic. Pogoda byla paskudna, mimo to hrabstwo podoba mi sie, nie wiem czy nie bardziej niz moj ukochany Somerset. Mnostwo wzgorz i dolin, niesamowite krajobrazy i sporo dzikiej przyrody. Mam obiecana wycieczke, jak sie wreszcie zrobi cieplej :)
Auto zadatkowalismy, Wlo pojedzie je chyba w sobote odebrac.
W drodze powrotnej nasza corka po raz pierwszy (a pierwsze dwa lata swojego zycia spedzila glownie w aucie i to na dlugich trasach- nic sie nie dzialo) zaprezentowala objawy choroby lokomocyjnej - paw poszedl na pol volvo, mam nadzieje, ze udalo nam sie  doczyscic, bo za miesiac wysylamy je z powrotem do Polski :). Biedny Marcin, na szczesci jemu sie nie dostalo, ale spedzil godzine w oparach... dobrze ze nie poprawil w druga strone!
20:04, witch.abroad , turystyka
Link Dodaj komentarz »