Kategorie: Wszystkie | SCD | Wells | rozne | turystyka
RSS
sobota, 09 sierpnia 2008
Wrocilam
do Anglii. Nareszcie. Bywaly dni, ze az mnie w gardle drapalo z tesknoty za Wyspa. Krakow zrobil sie dla mnie za duzy, za tloczny. I stracil sporo ze swojego uroku, to nie jest to samo miasto, ktore kiedys tak kochalam.
Spotkalam sie z przyjaciolmi, kupilam troche ksiazek. Spedzilam sporo czasu w szpitalu, gdzie Wlo odzyskiwal sily po udanym wszczepieniu endoprotezy biodra. A potem porzucilam rodzine, wsiadlam do samolotu i ucieklam z powrotem do mojego Wells. Siedze sama w domu (rodzina wraca z koncem wakacji) i ciesze sie - nawet z deszczu, padajacego od rana...
14:42, witch.abroad , rozne
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 27 lipca 2008
ehhhhh...

Lubie takie tabliczki. To chyba obrazuje najlepiej pelen absurd zasad Health and Safety...

A wogole to jestem w Polsce i tesknie za Wyspa. Jeszcze 12 dni...
11:40, witch.abroad , rozne
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 16 marca 2008
wiosennie
Dzis Niedziela Palmowa. Bylysmy w kosciele. Spoznilysmy sie oczywiscie na procesje z dziedzinca plebanii, choc narzekac nie bede, bo padalo. Po mszy u swietego Cuthberta poszlysmy jeszcze na chwilke do katedry, odwiedzic kota Louisa i zapalic swieczuszke. Mam wolne trzy dni, chyba w tym roku podejde do Wielkiego Tygodnia bardziej religijnie - jak nie na msze to moze chociaz na poludniowe koncerty do katedry sie wybiore?
Poza tym pada, ale dosyc cieplo. Po krokusach zostalo tylko wspomnienie, zonkile kwitna jak zwariowane, hiacynty tez - juz wiem, ze jesienia kupie ich cebulki bo sa sliczne. A moj ogrod wyglada o niebo lepiej niz w zeszlym roku, nie dosc, ze wiecej kwiatow, to jeszcze potraktowalam kwiatki trutka na slimaki i mam kwiatki a nie ogryzione szypulki. Szkoda, ze pogoda na razie uniemozliwia jakiekolwiek ogrodowe prace, przydalo by sie przekopac kawalek grzadki pod kwiatki jednoroczne.
Ale z drugiej strony dzieki deszczykowi wszystkie krzewy maja juz listeczki i robi sie tak slicznie i zielono, lubie te pore roku...
13:53, witch.abroad , rozne
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 08 listopada 2007
w ostatnim miesiacu:
nie napisalam o:
- wlamaniu do WHSmitha (zlodzieje zrobili dziure w dachu i ukradli troche dvd, pracowalismy prawie normalnie, tylko nie moglismy uzywac tylnej kasy)
- narodzinach malej siostrzyczki jednej z kolezanek mojej corki (mala przyszla na swiat na parkingu po drodze do szpitala, Kat troche zazdrosna bo Molly byla na pierwszej stronie gazety!)
- wizycie Margaret Thatcher w Wells (przyjechala na pogrzeb dowodcy armii brytyjskiej z czasow wojny falklandzkiej)
- moich rozmaitych wycieczkach po okolicach dalszych i blizszych

Moze w tym miesiacu zmobilizuje sie bardziej?
21:35, witch.abroad , rozne
Link Dodaj komentarz »
piątek, 12 października 2007
Wszy!!!
Kat po raz pierwszy w tym roku szkolnym zlapala wszy... Po roku jej chodzenia do szkoly juz sie tak tym nie przejmuje, ale za pierwszym razem bylam naprawde zszokowana. Zwlaszcza reakcja nauczycielki - poszlam jej dyskretnie powiedziec o moim "znalezisku" i uslyszalam, zeby sie nie przejmowac, bo to jest "very common problem". Dodam, ze szkola jest calkiem przyzwoita, pod patronatem kosciola, dostaje rozne nagrody (ostatnio zostala uznana za Healthy School) itd.
Rzeczywiscie, w Bootsie polka z preparatami przeciw wszom jest chyba lepiej zaopatrzona niz taka z syropkami przeciwkaszlowymi dla dzieci, bez trudu znalazlam kilka srodkow "przeciw", farmaceutka doradzila, ktory wybrac...
Wszy zostaly wytepione, potem pojawily sie nastepne, na ktore juz bylam przygotowana... Nauczylam sie, ze po prostu nalezy trzymac zelazna racje preparatu przeciw wszom w domu i juz.
Wszy traktuje sie tu zupelnie inaczej niz w Polsce, Wlo sie nawet nasmiewa troche, ze to jeden z elementow brytyjskiej tradycji - po prostu w szkole lapie sie wszy i juz. Posiadanie ich nie stanowi rowniez - jak sie wydaje - powodu do wstydu... Wszy sa obrzydliwe, owszem, ale zdaje sie, ze w tutejszej metnalnosci nie bardziej niz komary...
Kat zostala odwszona, kupilam kolejna butelke swinstwa w Bootsie i zobaczymy, kiedy corka przyniesie kolejne zwierzatka ;P
19:43, witch.abroad , rozne
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 24 września 2007
Ratujmy Wells
Przed wakacjami w naszym miescie pojawil sie punkt informacyjny firmy Centros-Miller, ktory dostal za zadanie opracowanie planu miejscowego dla centrum Wells. Dla wiekszosci mieszkancow plan proponujacy powiekszenie Tesco, wyburzenie dotychczasowegi kina i zbudowanie multipleksu (oczywiscie sieciowego), zamkniecie dla ruchu kolowego Princess Road, a takze zbudowanie nowej pieszej uliczki, przy ktorej mialoby powstac okolo 20 sklepow.
Szczegolowy proponowany plan znajduje sie tutaj.
Wiekszosci mieszkancow nie podoba sie ten pomysl - od razu podniosly sie glosy protestu. Utworzono koalicje pod nazwa Save Wells, majaca na celu ochrone starego centrum przed zakusami developerow... Majac w pamieci, co dzieje sie w moim rodzinnym, pieknym niegdys, Krakowie (Galeria Krakowska co pasuje do slicznego Dworca Glownego i budynku Poczty jak piesc do nosa, czy ohydny Sheraton pod Wawelem) oczywiscie podpisalam petycje.
Mam nadzieje, ze Centros-Miller zmieni plany, bo inaczej Wells straci swoj charakter, bedzie zdominowane przez wielkie Tesco i galerie handlowa, a High Street opustoszeje...
Strona Save Wells znajduje sie tu, mozna rowniez podpisac petycje on-line - do czego bardzo zachecam!

Czesc terenu objetego planami. Na miejscu tych parkingow i dworca autobusowego mialaby sie znalezc nowa uliczka handlowa.

Tesco - na zdjeciu z tylu - mialo by sie przesunac bardziej do przodu, na miejsce dotychczasowego parkingu. Dworzec autobusowy mialby sie znalezc z tylu - duzo dalej od centrum niz obecnie...
Budynki zaproponowane przez Centros-Miller nijak maja sie do dotychczasowej zabudowy (w duzej czesci zabytkowej) Wells
Zdjecia zrobilam w czasie wycieczki na wieze kosciola Sw Cuthberta.
19:29, witch.abroad , rozne
Link Dodaj komentarz »
sobota, 08 września 2007
wrocilam
tym razem na dobre. Dzieci przywiezione, od czwartku dzielnie chodza do szkoly. W pracy jestem zawalona ksiazkami po uszy, musialam dzis przyjsc na pare godzin, zeby rozsortowac troche ostatnie trzy a moze i cztery dostawy... W poniedzialek zdaje sie tez bede musiala zostac dluzej... No zobaczymy jak to bedzie.
Papa spedza u nas urlop, wszyscy moi panowie pojechali na ryby, co oznacza, ze bez przeszkod moge sie bawic kompem- dzieki czemu skonczylam wpis o Kornwalii. Jak zrzuce zdjecia z aparatu to pochwale sie troszke moimi francuskimi wakacjami ;)
A dzis dni dziedzictwa kulturowego, tak jak w zeszlym roku wspielam sie z tej okazji na wieze mojego ulubionego kosciola sw. Cuthberta. Widoki wspaniale, fotki wkrotce!
23:36, witch.abroad , rozne
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 20 sierpnia 2007
Mimo tego, ze...
 dzieci nie ma w domu (juz ponad dwa tygodnie - powoli zaczynam za nimi tesknic...), to czasu jakos brakuje, zeby przy kompie posiedziec...
Moze sie po poludniu zmobilizuje, bo teraz czas do pracy.
09:49, witch.abroad , rozne
Link Komentarze (1) »
wtorek, 07 sierpnia 2007
Znow w domu

W sobote wrocilismy do Anglii po tygodnoiwym urlopie w Polsce. Fajnie bylo zobaczyc stare katy, ale ciesze sie, ze jestem z powrotem w domu...
Pobyt w Polsce byl na wariackich papierach. Zaczelo sie od tego, ze postanowilismy pojechac tam autem. Dobrze, ze volvo jest wygodne, bo inaczej nie wiem jak bysmy te jazde wytrzymali. 26 godzin w strugach deszczu. Padalo od Bristolu az do polskiej granicy - gdzie dla odmiany zaczely sie korki. W Krakowie bylismy wieczorem - padneci i nieprzytomni, tylko dzieci od razu nabraly sil i uciekly do znajomych.
W niedziele wizyta u rodzicow Wlo, milo i sympatycznie.
A od poniedzialku - zabawa! Najpierw dentysta dla Wlo, potem robienie zdjec paszportowych dla Kat i Marcina, likwidowanie konta w banku i cale popoludnie spedzone u okulisty. Oczywiscie szkla do wymiany, Wlo tez sie doczekal swoich pierwszych okularow korekcyjnych. Wieczorem dentysta - tym razem dla mnie. Trafilam na jakas straszliwa dentystke, co nie dosc ze do mnie "dziubdziala" jak do malej dziewczynki, to jeszcze wygladala jak czarownica z ogromna brodawka na wardze, a na dodatek wiercila bez znieczulenia czego nie cierpie i uszkodzila mi chyba szkliwo na zebie obok. Jak polece we wrzesniu po dzieci o musze to skontrolowac, ale na pewno nie u tej pani...
Wtorkowy poranek spedzilismy w Biurze Paszportowym, o dziwo nie bylo duzej kolejki, ale swoje odstalismy... Potem troche jezdzenia po miescie i zalatwiania roznych spraw, po poludniu zawiezlismy kuzynke na operacje kolana i wreszcie troszke luzu. W srode - przedpoludnie spedzone z pania od naszych licznych ubezpieczen emerytalnych. Czesc skasowalismy, czesc zmienilismy na inne, zobaczymy co z tego finalnie wyjdzie... Popoludnie - towarzyskie - wpadlam do bylej pracy, jednej i drugiej, kupilam duzo ksiazek, pogadalam... Wieczorem piwko ze znajomymi a Wlo - ryby z tesciuniem :)
Czwartek zmeczyl nas chyba najbardziej - odebrac nowe okulary i nowe szkockie baletki (okazuje sie, ze jednak w Krakowie lepsze :) Szczerze mowiac wole wydac rownowartosc 20 funtow na ghillies robione na miare w Akcesie niz 25 za byleco u Briana...), potem jeszcze jedna wizyta u pani od ubepieczen, szybkie zakupy i wizyta u tesciow... Pakowanie...
W piatek zamiast dzieci zabralismy do autka moja sis i nasza przyjaciolke z pracy i ruszylismy do domu. Nocleg w Hilversum pod Amsterdamem u przyjaciol z HoI.
A w sobote zdazylismy po drodze zrobic zakupy spozywcze we Francji, przez tych pare lat zdazylam zapomniec ile mozna u nich wspanialego jedzenia kupic... I lepiej nie porownywac francuskich sklepow z angielskimi...
Podczas przeprawy promowej mozna sie bylo poopalac, klify Dover lsnily oslepiajaco w slonecznym blasku. Brytania powitala nas upalem i piekna pogoda - juz zapomnialam jak pieknie tu jest gdy swieci slonko :)
Ale zeby nie bylo za dobrze - pierwszy deszczyk pojawil sie w niedziele, a dzis pogoda wrocila do przedwakacyjnej normy...
Dzieci w domu nie ma, cisza, spokoj i ogolnie luzik. W pracy spedzac wiecej godzin - sprzatam po osobach, ktore mnie zastepowaly, juz drugi dzien - i dalej trafiam na biografie wsuniete na polke z fikcja... i przewodniki brytyjskie powkladane ladnie do tych 'zamorskich'... Wrrrr!
Ale i tak dobrze byc w domu...

Biale klify Dover. Nie widzialam ich dobre 7 lat...Wtedy nawet nie osmielalam sie marzyc, ze Albion zostanie kiedys "moja" wyspa...
19:44, witch.abroad , rozne
Link Dodaj komentarz »
środa, 25 lipca 2007
Rocznica
W sobote minal rok odkad mieszkam w Somerset. Czy zaluje decyzji o wyjezdzie? na razie zdecydowanie nie...
Chcialam mieszkac w Somerset odkad przyjechalam tu 7 lat temu, zobaczyc na wlasne oczy Glastonbury i Vale of Avalon. Wtedy byly to marzenia wlasciwie niemozliwe do zrealizowania... Podczas drugiej naszej wizyty tutaj - troszke ponad 4 lata temu zakochalismy sie w tych okolicach jeszcze bardziej. Ale wciaz wydawalo mi sie, ze jednak nie moge rzucic Krakowa, mojej pracy w ksiegarni... Potem przez dwa lata pojezdzilam po Europie z Holiday on Ice w ktorym pracowal moj maz i okazalo sie, ze jednak da sie mieszkac poza Krakowem... Powrot do polskiej rzeczywistosci byl dla mnie trudny...
A zima zeszlego roku postanowilismy, ze czas rzucic Holiday i zaczac mieszkac "jak ludzie". Wiedzielismy, ze w PL moj maz nie bardzo ma czego szukac - jako spec od oswietlenia scenicznego moglby w sezonie pracowac na czarno, a poza sezonem wydawac oszczednosci... Wogole z praca dla niego bylo marnie. Zaczal sie rozgladac za zajeciem w UK albo Irlandii i szczesliwym trafem znalazl prace w Somerset wlasnie - zostal elektrykiem w duzej firmie obejmujacej swoim zasiegiem caly poludniowy zachod wyspy. Nie jest to szczyt jego ambicji, wymienianie zarowek czy naprawa bezpiecznikow, ale na poczatek dobre i to...
Co mi sie tu podoba? Krajobrazy, zdecydowanie tak. Anglia jest sliczna, moje Wells tez.
To, ze z 1,5 pensji wystarcza na wynajecie domku z ogrodkiem i utrzymanie 4 osobowej rodziny. To, ze z okna tego domku moge patrzec na Glastonbury Tor, a z drugiego - na nasza katedre. To, ze za troszke ponad godzine pracy moge kupic sobie nowego paperbacka, a jak sie trafi dobra promocja - to i nowego hardcovera :wink: To, ze nie musze sie zastanawiac, czy jak sobie te ksiazke kupie, to mi wystarczy do pierwszego... To, ze moje starsze dziecko wreszcie zlapalo czytelniczego bakcyla - na razie tylko po polsku, ale mam nadzieje, ze po angieslku tez zacznie. To, ze moge tanczyc moje ukochane szkockie tance dworskie i nie musze sie meczyc z irlandzkimi przy okazji :wink: . Lubie Anglikow, zwlaszcza to starsze pokolenie. Lubie moja prace w 'prawie' ksiegarni, bo wreszcie mam poczucie, ze ktos docenia to, co robie i szef sie cieszy jak chce sie uczyc nowych rzeczy...
Za czym tesknie? Za polskimi ksiazkami, kiedy pracowalam w Polsce bylam na biezaco z nowosciami (nie do konca legalnie, czasem na zasadzie czytania w kasie jak ruchu nie bylo...) i za moim rudym kotem, ktorego musialam zostawic pod opieka siostry... I wiem, ze to zabrzmi okropnie, ale w zasadzie to tyle... Ze znajomymi w Polsce i tak kontaktowalam sie glownie przez net, na wyjscia nie mialam czasu/kasy/opieki nad Kat, za domem rodzinnym - tez nie bardzo (4 dorosle baby pod jednym dachem to maly horror, a na to zeby mieszkac osobno w Krakowie nie bylo nas stac...)
Na pewno nie tesknie za polska zima, w tym roku nie widzialam nawet platka sniegu a mroz do -3 stopni to bylo tutaj maximum. Za to w kolko pada, ale mozna sie do tego przyzwyczaic - przynajmniej ma sie temat do rozmowy :twisted:
Wiem, ze tutaj najprawdopodobniej nigdy nie bedzie nas stac na kupno wlasnego domu, a w Polsce mamy duza dzialke - moze kiedys na starosc wrocimy? Na razie jednak na pewno zostaniemy tutaj...
00:09, witch.abroad , rozne
Link Komentarze (3) »
 
1 , 2 , 3